13 maj 2026
Piękne hasła kontra rzeczywistość
ESG, diversity, inclusion, otwartość, dostępność. W języku współczesnego biznesu pojęcia te odmieniane są przez wszystkie przypadki, choć w przypadku anglojęzycznych nazw czy skrótowców to niekiedy karkołomne. Ale nie to jest najważniejsze. Kluczowe jest, że wskaźnik zatrudnienia osób z niepełnosprawnościami w Polsce nadal pozostaje daleko poniżej unijnej średniej. Dlaczego mimo kryzysu demograficznego, braków kadrowych i rosnących kosztów po stronie pracodawców osoby z niepełnosprawnościami wciąż tak rzadko trafiają na otwarty rynek pracy? O tym właśnie dyskutowano podczas panelu „Inkluzywność to nie temat niszowy”, który odbył się w ramach zeszłotygodniowej konferencji Fundacji Avalon.
W dyskusji prowadzonej przez Agatę Spałę-Zakrzewską udział wzięli: Przemysław Żydok z Fundacji Aktywizacja, Piotr Rogowiecki - przedstawiciel Pracodawców RP oraz Tomasz Szklarski reprezentujący Business Centre Club i Zmotywowani.pl. I choć wszyscy uczestnicy panelu zgodzili się, że temat zatrudniania osób z niepełnosprawnościami będzie w najbliższych latach coraz ważniejszy, to już próby postawienia diagnozy istniejących problemów ujawniły wyraźne różnice zdań.
„Mamy ESG i diversity, a wskaźnik stoi w miejscu”
Najostrzej obecny system oceniał Przemysław Żydok. Prezes Fundacji Aktywizacja mówił wprost, że polski model wsparcia zatrzymał się w realiach lat 90.
- Każda polityka publiczna, żeby być efektywna, musi być aktualna i dostosowana do rzeczywistości społeczno-gospodarczej danego czasu. Tymczasem ustawa o rehabilitacji i podstawowe instrumenty wsparcia dla pracodawców powstały prawie 30 lat temu. Ja jeszcze pamiętam rynek pracy z lat 90. To naprawdę była inna rzeczywistość społeczno-gospodarcza - mówił.
Rozdźwięk między nowoczesnym językiem biznesu a rzeczywistością rynku pracy powracał podczas panelu wielokrotnie.
- Mamy trendy biznesowe, zwłaszcza w dużych firmach. Słyszy się o ESG, diversity and inclusion, a mimo wszystko to się nie klei z tym wskaźnikiem, który stoi w miejscu. A nie wiem, czy wiecie, że tak naprawdę netto liczba osób z niepełnosprawnościami zatrudnionych zmalała w ostatnich latach - zauważył Żydok.
Prezes Fundacji Aktywizacja zwracał uwagę, że problem dotyczy nie tylko samego poziomu zatrudnienia, ale także jakości pracy wykonywanej przez osoby z niepełnosprawnościami.
- Osoby z niepełnosprawnościami to najniżej wynagradzana grupa społeczna. Bardzo często są kojarzone i pracują w bardzo konkretnych segmentach gospodarki. Nie zdziwiło was nigdy, dlaczego ochroniarz to jest takie typowe stanowisko dla osób z niepełnosprawnościami? Albo sprzątanie? To wynika z tego, że właśnie w latach 90. został zagospodarowany ten obszar i do dzisiaj funkcjonuje dosyć mocny system. I to jest coś, co relatywnie tanimi kosztami można próbować zmienić - mówił.
Żydok podkreślał również, że sytuacja jest tym bardziej paradoksalna, że Polska coraz mocniej odczuwa skutki kryzysu demograficznego.
- Za 10 lat po prostu będziemy mieli hekatombę na rynku pracy, jeżeli czegoś z tym nie zrobimy. Osoby z niepełnosprawnościami to jest ogromny zasób - przekonywał.
„My zatrudniamy kompetencje”
Piotr Rogowiecki z Pracodawców RP wyraźnie nie chciał zgodzić się z obrazem biznesu jako strony niechętnej zatrudnianiu osób z niepełnosprawnościami.
- Mam takie nieodparte wrażenie, że gdzieś podskórnie w całej tej debacie funkcjonuje taki przekaz, że jednak ci pracodawcy to tacy fajni nie są. A nie jest tak. My zatrudniamy kompetencje - mówił.
Rogowiecki przekonywał, że po stronie firm zaszła w ostatnich latach ogromna zmiana mentalna.
- Jeszcze piętnaście lat temu zatrudnienie osoby z niepełnosprawnością budziło wielką sensację [red.]: „jak?”, „po co?”, „przecież to jest drogie”. Dzisiaj już specjalnie nikogo to nie dziwi - mówił.
I zaraz przytoczył historię z własnego doświadczenia:
- Jak nam się udało zatrudnić do naszego zespołu osobę z niepełnosprawnością, to nikt w firmie nie robił z tego żadnego wielkiego halo. Jedyne zamieszanie było w księgowości, bo trzeba było nauczyć się rozliczać dofinansowanie z PFRON-u i obniżenie wpłat na PFRON..
Nie ukrywał jednak, że z perspektywy biznesu kluczowe pozostają umiejętności kandydatów.
- Problem jest właśnie z kompetencjami. Poziom wykształcenia osób z niepełnosprawnościami jest niższy niż pozostałej części społeczeństwa. To nie wynika ze złośliwości czy niechęci, tylko z obiektywnych trudności - tłumaczył.
Jednocześnie podkreślał, że rynek będzie coraz bardziej otwierał się na osoby z niepełnosprawnościami po prostu dlatego, że nie będzie miał wyjścia.
- Nie ma komu pracować. Jak podaje „Barometr Rynku Pracy”, co roku będzie nam schodzić 200 tysięcy osób w wieku aktywności zawodowej. Nie ma tych ludzi kim zastąpić - mówił.
Rzeczywistość dwóch prędkości
Tomasz Szklarski skierował dyskusję na nieco inne tory. To właśnie on najmocniej zwracał uwagę na różnice pomiędzy wielkimi korporacjami a małymi firmami, które działają poza największymi ośrodkami miejskimi.
- Mamy rzeczywistość dwóch prędkości. Korporacje i tę warszawską bańkę, gdzie firmy są super wyedukowane, a z drugiej strony cały sektor MŚP rozsiany po całej Polsce, gdzie ta przepaść świadomościowa jest dużo większa - mówił.
Szklarski nie miał wątpliwości, że duża część przedsiębiorców po prostu boi się wejść w temat zatrudniania osób z niepełnosprawnościami.
- Wyobraźmy sobie małą firmę, która nie ma działu HR, działu prawnego i nagle słyszy, że ma zatrudniać osoby z orzeczeniem. W głowie tego przedsiębiorcy pojawia się masa lęków: „czy ja to dobrze zrobię?”, „czy nie przyjdzie kontrola?”, „czy nie dostanę kary?” - tłumaczył. (...) Ludzie boją się, że powiedzą coś nie tak. Że jak powiedzą „osoba niepełnosprawna” zamiast „osoba z niepełnosprawnością”, to będzie afera. My się z tego śmiejemy, ale naprawdę tak jest - mówił Szklarski.
Jego zdaniem problem polega na tym, że inkluzywność bywa dziś przedstawiana przedsiębiorcom jako kolejny skomplikowany obowiązek, a nie realne wsparcie.
- Biznes jest bardzo mocno przeregulowany. MŚP ledwo sobie z tym wszystkim radzą. I teraz dokładamy im kolejny obszar, którego się boją - podsumował.
Państwo, PFRON i „czysta inkluzywność”
Najciekawsze (moim skromnym zdaniem) momenty panelu pojawiły się wtedy, gdy rozmowa zeszła na rolę państwa i finansowego wsparcia zatrudnienia.
Żydok przekonywał, że sama deklaratywna otwartość firm nie wystarczy.
- Jest świadomość, ale brakuje kompetencji do prowadzenia takich procesów. Coraz bardziej sceptycznie podchodzę do stwierdzenia: „liczą się tylko kompetencje”. To bardzo ładnie brzmi, ale firmy będą się spotykały z pytaniem: co zrobić, jeśli nie znajdę idealnego pracownika? - mówił.
Jako przykład podał realizowany wspólnie z Pocztą Polską i PFRON program „Praca Integracja”.
- Na każdym poziomie były szkolenia: od zarządu po zespoły pracownicze. W pół roku zatrudniliśmy ponad 300 osób - opowiadał.
Na te słowa szybko zareagował Piotr Rogowiecki.
- Nie jest tak, że pracodawcy nie umieją rekrutować osób z niepełnosprawnościami. Biznes ma skillset. Biznes umie różne rzeczy robić - odpowiadał.
I zaraz dodał coś, co właściwie mogłoby być podsumowaniem całej perspektywy pracodawców obecnej na panelu:
- Na końcu Excel musi świecić na zielono.
Rogowiecki przekonywał, że przedsiębiorca zatrudni osobę z niepełnosprawnością, jeśli będzie widział w tym realną korzyść dla firmy.
Nie wylać dziecka z kąpielą
Bardzo mocny głos padł również z sali. Jeden z uczestników panelu zwrócił uwagę, że obecny system dofinansowań z PFRON-u jest jednocześnie archaiczny i… absolutnie fundamentalny dla rynku pracy osób z niepełnosprawnościami.
- Te 20-25 proc. osób z niepełnosprawnościami, które mają dzisiaj pracę, mają ją przede wszystkim dzięki temu, że są te pieniądze z PFRON-u - mówił.
I przytoczył własny przykład:
- Mój pracodawca co roku pyta: „kiedy PFRON podniesie dofinansowanie?”. To pokazuje skalę uzależnienia rynku od tego systemu. Trzeba uważać, żeby nie wylać dziecka z kąpielą.
Wszystko zaczyna się dużo wcześniej
W zamykającej panel wypowiedzi Agata Spała-Zakrzewska zwróciła uwagę, że o kompetencjach osób z niepełnosprawnościami trzeba myśleć dużo wcześniej niż dopiero na etapie szukania pracy.
- Trzeba zastanowić się, jak ukierunkowywać dzieci z niepełnosprawnościami już wtedy, kiedy zaczynają się uczyć - mówiła.
I dodała:
- Są rodziny, które nie wierzą, że ich dzieci będą mogły zdobywać kompetencje i pracować na otwartym rynku pracy. Szczególnie w małych miejscowościach.
Na koniec wspomniała własne doświadczenia z okresu studiów i ogromne wsparcie ojca, który woził ją na uczelnię i czekał na zakończenie zajęć, żeby mogła kontynuować edukację mimo trudności zdrowotnych. I gdy o tym mówiła, pomyślałem sobie, że pewnie nadal przytłaczająca większość młodych osób z niepełnosprawnościami ma szansę na wyższe wykształcenie, na zdobycie owych wspominanych wcześniej "kompetencji" jedynie wtedy, gdy może liczyć na wsparcie bliskich. Równość szans w edukacji to kolejne piękne hasło, które niestety wciąż mija się z rzeczywistością.
Autor: Juliusz Koczaski, Redaktor WERBEO